niedziela, 19 stycznia 2014



                                                         Rozdział szósty                                               
 

   Po godzinnych przeszukiwaniach mojej szafy, Paige stwierdza, że  ubiorę bordową koszulę, jasne rurki z wysokim stanem i buty nike.

-Na razie możesz iść tak, ale wieczorem nie dam ci spokoju! – Uśmiecha się głupawo i popycha mnie w stronę łazienki

Myję zęby, pryskam się moimi perfumami i jestem gotowa do wyjścia. Biorę moją jasną katanę, po czym wychodzę z mieszkania. Paige podaje mi  torbę, której zapomniałam.

-Gdzie idziemy? – Pytam jej

-Pochodzimy po różnych sklepach. Muszę sobie kupić coś, na dzisiejszą imprezę.

-Oh, właśnie... Na prawdę muszę iść? – Znów zadaję pytanie z nadzieją w głosie. Może powie nie, błagam, powiedz nie. Serio, nie chcę iść na jakiegokolwiek typu zabawy. Nie jestem osobą, która jest zwolenniczką alkoholu, papierosów, czy nawet ‘’dzikiego’’ tańca. Powiedz nie.

-Tak.

Cóż za ironia.

Obeszłyśmy pół miliona sklepów,a Paige i tak stwierdziła, że najlepsza sukienka była w tym pierwszym. Wracamy do pierwszego sklepu i bierzemy czarną sukienkę z dużym dekoltem,  jest bardzo krótka i skąpa.

-A ty? Nie kupujesz nic? – Paige płaci kasjerce

-Nie.

Wychodzimy ze sklepu. Paige mówi mi, że musimy pójść jeszcze do jej koleżanki, która wisi jej pieniądze. Jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu. Śmierdzi tu i wszędzie jest pełno śmieci.  Boże, wspominałam, że nienawidzę takiego typu ruin? Zresztą, w ogóle nienawidzę ruin. Ja chyba mam jakieś zaburzenia paranoiczne.

- Paige, jesteś pewna, że to tutaj? – Pytam, a ręce zaczynają się trząść. Głupie ręce. Cholera, czemu tak się boję? Może po prostu dlatego, że nigdy nie przebywam w takich miejscach?

-Tak, tak... – Mruczy pod nosem i wchodzi po zniszczonych schodach na górę. Do tego domu może każdy wejść. Tu nie ma drzwi, okien, czy też dzwonka. Więc teoretycznie to nie jest dom. Kiedy się orientuję, że moja koleżanka jest już na szczycie schodów, szybko biegnę za nią, ciągle patrząc, czy aby na pewno te schody się nie zawalają.

-Luanna? – Paige woła głośno. Boże, boję się chodzić po tej podłodze. Jeszcze się zawali, czy coś. Powtarzam to po raz... Nie rozumiem, jak można mieszkać w takim miejscu!

Pisnęłam, kiedy zobaczyłam kobietę, siedzącą w rogu pokoju. Cóż, to nawet nie jest pokój. Dziewczyna ma czarne, zniszczone włosy, zniszczoną twarz, żółte zęby, pełno zmarszczek, a w dłoni trzyma papierosa.

-Paige... – Uśmiecha sie. Ma bardzo zachrypnięty głos. Nie rozumiem, dlaczego Paige powiedziała mi, że ta pani to jej koleżanka. Ona jest po czterdziestce. –Miło mi, że przyszłaś.

-Masz kasę?

-Skąd mam mieć? – Luanna dziwi się

-Na to – Wskazała palcem na kilka woreczków z czymś białym w środku – masz, ale żeby oddać,nie?

-Potrzebuję hajsu na towar. Paige, kurwa, masz pieniędzy w chuj! – Wrzeszczy i wstaje powoli – Kto to jest? – Wskazuje na mnie, a ja wzdrygam się, gdy podchodzi do mnie. Jej kroki są krótkie,a kobieta chwieje się. Śmierdzi od niej. Dotyka mojego policzka swoimi szorstkimi palcami.

-Też kiedyś taka byłam. Piękna, czysta, uśmiechnięta... – Kaszle i gasi papierosa – Ale spotkałam ją – Wskazuje głową na Paige – I to jest jej dzieło .

-Cóż, nie rozumiem, o czym pani mówi, ale na prawdę muszę iść – Boję się jej, dlatego próbuję szybko coś wymyślić.

-Pani? – Zaczyna się śmiać,a  po chwili znów kaszle – Skarbie, mam dziewiętnaście lat.

Co?

-Co? – Potrzebuję świeżego powietrza

-Luanna, nie mam czasu. Dawaj kasę, albo dzwonię po gliny. – Warczy Paige. Jest na prawdę wkurzona.

-Kurwa! Odpierdol się ode mnie. Dobrze wiesz, że nie mam. Towar dostaję bardzo, bardzo tanio, dlatego mi starcza. NIC NIE MAM – Naciska na trzy ostatnie słowa. Skoro nie ma nic, to za co kupuje ‘’towar’’? Nawet, jeśli jest on tani, to i tak potrzebuje pieniędzy na  niego. Czekaj, co?! Przecież ona bierze narkotyki! Wzdrygam się i robię dwa kroki w tył. Nie chcę przebywać w otoczeniu kogoś, kto jest... uzależniony!

-Daję ci miesiąc. Miesiąc, Luanna.  – Paige ciągnie mnie za rękę i odbie schodzimy po schodach. Słyszymy jeszcze, jak Luanna kaszle i warczy pod nosem.

-Paige? – Zagaduję, gdy oczyszczam płuca od nieświeżego powietrza.

-Co?

-O co jej chodziło, gdy powiedziała ‘’To jej dzieło’’ ? – Pytam

-Wymyśla. Prawdą jest, że kiedyś była ładna i zdrowa, ale nie prawdą jest to, że to ja ją zniszczyłam. Sama sięgnęła po narkotyki. Nikt jej do tego nie zmuszał!

Kiwam głową, choć nie bardzo rozumiem. Podobno jestem inteligentna (bo przecież jestem!) ale ten temat nie jest dla mnie. Wracamy do mieszkania. Jestem tak zmęczona, że gdy tylko wchodzę do pokoju i widzę moje łóżko, rzucam się na nie.

-Nellie? – Słyszę głos Paige. Harry, leżący na łóżku spogląda na mnie. Pewnie znów myśli, jaki komentarz na temat mojego wyglądu wygłosić.

-Tak?

-Szykujemy się! – Śmieje się. –Harry, ty też powinieneś!

-Ja nie będę stał dwie godziny przy lustrze i sprawdzał, czy aby na pewno sukienka na mnie dobrze leży – Warczy. Paige przewraca oczami, ale za chwilę znów spogląda na mnie.

-Chodź! – Trąca mnie łokciem. Jest cała w skowronkach.

-Co ci jest? – Louis podchodzi do Paige

-Wiesz, pierwszy raz idę na imprezę z dziewczyną, a nie z bandą facetów, którzy wracają najebani i mówią że chcą pierdolić cię w krzakach. – Śmieje się. Wchodzę do pokoju i patrzę wyczekująco na Paige.

-Chodź, ubierzemy cię! – Spokojnie, Paige, spokojnie...

Idę z nią do łazienki. Na szafce jest ułożona góra ciuchów.

-Mam już dla ciebie uszykowany zestaw. Tylko muszę go... O mam! – Podaje mi czerwoną, krótką sukienkę. Widać mi będzie w niej piersi!

-Paige,nie założę jej.

-Dlaczego? –Patrzę na nią wymownie.

-Ugh, Nellie! – Jęczy – Dobra, gdy przeglądałam szafę widziałam.. chodź. – Ciągnie mnie za sobą – Jest! – Pokazuje mi moją czarną sukienkę z rękawami ¾.

-Paige...

-Nie marudź! Zakładaj. – Znów pcha mnie w stronę łazienki. Wchodzę do niej i ubieram sukienkę. Jest krótka, ale o wiele lepsza od tamtej czerwonej. Wychodzę i obracam się wokół własnej osi.

-Masz, załóż te buty. Jaki masz rozmiar?

-39.

-Będą dobre.  – Podaje mi czarne lity z ćwiekami.

-Mój Boże, Paige... One są zbyt ...

-Nie są. Zakładaj – Nakazuje.  Nie chcę ich, ale nie potrafię się sprzeciwić.  Ubieram buty. Czuję się o wiele wyższa. Zacznę chodzić w obcasach. Cóż.. w obcasach bez ćwieków. Mogę nosić zwykłe szpilki. Przynajmniej nikt nie będzie mi mówił, że jestem niska.

-Chodź, zakręcimy ci włosy.

Jestem ubrana bardzo, bardzo wyzywająco. To przez te buty. I tą czerwoną szminkę . No, i ten eyeliner robi swoje.

-Wyglądam jak prostytutka. – Komentuję swój wygląd

-O kurwa. – Louis podchodzi do mnie i owija ramię wokół mojego pasa. Czuję się niekomfortowo, dlatego też odtrącam jego rękę, a on śmieje się.

-Dzisiaj są wyniki. – Louis szepcze do Paige

-Jak myślisz, kto wygra?

-Albo Harry, albo Jonathan. – Louis uśmiecha się – Tak, jak zwykle. Zostajesz do końca?

-Nie wiem. Zależy, czy Nellie będzie chciała zostać.

-Będziesz chciała – Zayn zwraca się do mnie – Tutaj imprezy są zajebiste. Przynajmniej nie obserwuje cię kilkunastu chujów z dziennikami – Wszyscy chichoczą.

Ci ‘’chuje’’ to nauczyciele? Boże, jak można tak mówić o wykwalifikowanych osobach? Nie rozumiem. Z kim mi przyszło mieszkać?

Zastanawiam się nawet, czy inni studenci też muszą mieszkać po siedem osób w mieszkaniu? Zawsze myślałam, że akademik to budynek z setką pokoi, które są małe, na dwie osoby, a nie z mieszkaniami na trzy razy więcej ludzi!

-Idziemy! – Paige wykrzykuje i bierze mnie pod ramię. Coś mi się wydaje, że pójście na tą imprezę to zły pomysł, ale skoro, cytuję Zaun’a ,,Idą wszyscy! Nawet te największe kujony!’’ to nie będę gorsza. Wsiadamy do auta któregoś z chłopaków. Niall bierze Paige na kolana, ponieważ inaczej się nie zmieścimy. Widzę, że ani jej, ani jemu nie przeszkadza ocieranie się o siebie. Cóż, nie rozumiem, jak tak można, skoro jest się tylko przyjaciółmi. Może jednak oni są kimś więcej?

-Nellie, ty też musisz usiąść na kolana jednego z nas.

 -Nie! – Zaprzeczam szybko

-Nie marudź. Przecież to będzie piętnaście minut jazdy – Oznajmia Liam

-Nie chcę – Jęczę. Błagam, to jest nie w moim stylu. Ja nie chcę. No, proszę....

-Oh, nie bądź cipą – Paige śmieje się. Dzięki! Dobra z ciebie koleżanka!

Louis nie wytrzymuje i ciągnie mnie za rękę. Sadza sobie na kolana i zamyka drzwi. Cudownie.

-I co? Jest aż tak źle? – Po kilku minutach jazdy, które wydawały się być wiecznością, Louis szepcze do mnie te słowa.

Tak!

-Nie.

-Trochę pewności siebie,mała – Kładzie rękę na moje udo, ale strzepuję ją. Boże.

Wysiadamy przed jakimś ogromnym budynkiem. Czuję, że wszyscy się na mnie patrzą. To dla tego, że wyglądam jak prostytutka! Nie chcę tam wchodzić! Powinnam wertować w tym momencie podręcznik,powinnam się uczyć, oglądać film, robić cokolwiek innego, ale na pewno nie powinnam tutaj być! Tyle tu tych wytatuowanych ludzi z motorami. Boże.

To jest klub. Nad dużymi przeźroczystymi drzwiami jest napis  ‘Drunk 20’.

Nie chcę tam wchodzić. Już czuję ten zapach alkoholu i papierosów.

-Wszyscy mają skończone 20 lat? – Pyta ochroniarz przy wejściu. Oh, dlatego przy nazwie klubu jest 20.

-Tak. – Odzywa się Liam

-Nie, j... – Harry zasłania mi usta rękę i pcha do środka. Kiedy już tu jestem, bierze rękę z mojej twarzy i ciągnie mnie do ściany.

-Co ty do chuja odpierdalasz?! – Wrzeszczy, żeby przekrzyczeć dudniącą muzykę

-Nie mam dwudziestu lat. – Patrzę na niego przerażona

-Jesteś taka pojebana... – Przeczesuje ręką włosy

-Skończyłeś? –Pytam się go, gdy już nie wytrzymuje. Kim on jest, żeby mnie oceniać?

-Nie. –Warczy –Połowa ludzi tutaj, nie ma dwudziestu lat. Po chuj mówić prawdę, jeśli chcesz się... – Nie dane mu było dokończyć, gdyż w tym samym momencie usłyszeliśmy sygnał policji.

-O w mordę.

***
Po pierwsze: chciałam z całego serca przeprosić za to, że nie dodałam rozdziału przez BARDZO, BARDZO długo,ale zastanawiałam się, czy aby na pewno chcę go pisać. Nie wiem, czy czytelnikom (tutaj podziękuję osobom, które komentują :) )się ten blog podoba. Proszę, komentujcie, bo to bardzo motywuje! I napisz w komentarzu, co Ci się nie podoba, lub podoba ( :D ). Kiedy przed chwilką weszłam na mojego bloga, było 869 wyświetleń, więc bardzo dziękuję ! (hi hi , zboczuszek LOL).
TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ KOCHANEJ PATRYCJI, KTÓRA JEST STRASZNIE NATRĘTNA I TO ONA KAZAŁA MI DODAĆ ROZDZIAŁ... <3

To na tyle. KOMENTUJ!!!!!!! 
~Muerte

7 komentarzy:

  1. podova mi sie twój blog. chce byc informowana !! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz być informowana, musisz zostawić mi TT lub facebooka ;)
      Przecież jak inaczej mam Cię informować? Piszesz z anonima x

      Usuń
  2. boskie! Pisz dalej. Zakochała sie w tym. Czekam na dalsze losy xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiaszcze ,ahahhaha co? xD Czekam na następne :))
    Kocham, mocno! xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!!

    Nie wiem czy pamiętasz, ale robiłam Ci szablon na tego bloga :)
    Wczoraj otworzyłam swojego bloga graficznego, gdzie dodałam notkę o twoim szablonie (również dodałam tam link do twojego fan-fiction, mam nadzieję, że nie masz pretensji)! :)
    Chciałabym Cię prosić, abyś zmieniła link w buttonie z moim podpisem, na twoim blogu.

    Wchodzisz w bloggera >> układ >> gadżet o nazwie "SZABLON" >> zmieniasz link (nie link do obrazka!) na ten: http://graphicsbyme4you.blogspot.com

    Z góry dziękuję! :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Jasne, że pamiętam! Jak można zapomnieć ?:) Już zmieniam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. wiesz co?
    nie ma słów, którymi mogę określić twój talent ... ja po prostu jestem wstrząśnięta... <3
    dziękuję za to, że mogę czytać takiego wspaniałego bloga. ;)

    OdpowiedzUsuń