poniedziałek, 20 stycznia 2014



                                                      Rozdział siódmy




      Jestem osobą uczciwą, nienaganną,  wzorową, pilną, inteligentną i wartościową. Nigdy nie miałam do czynienia z policją. Piję raz na rok, ale nigdy nie byłam ‘zalana na trupa’. Nigdy nie miałam w ustach papierosa. Jestem dziewicą. Zawsze miałam prace domowe. Do szóstej klasy nie spóźniłam się ani razu na lekcje, a gdy się już spóźniłam, to tylko dlatego, że Alexander zadzwonił do mnie i powiedział, że są korki. No błagam. Nie mogę tego zaprzepaścić w jedną głupią noc. Dlaczego tu przyszłam? To był zły pomysł. Czuję, że w akademiku nie dane będzie mi uczyć się pilnie, ponieważ pan dyrektor, którego teraz nie dażę już wielką sympatią, przydzielił mi pokój z szóstką huliganów! Muszę się gdzieś schować, pod łóżko, do szafy, cokolwiek.
-Idziemy! – Harry ciągnie mnie za rękę na górę. Jest bardzo zły. Zły, to może złe określenie, bo zły to on jest zawsze. Jest wściekły. Jego uścisk wokół mojego nadgarstka jest mocny. Zbyt mocny. Moja skóra jest delikatna. Używam specjalnych 
balsamów, a gdyby nie one, to ...
-Nellie kurwa rusz dupę! – Harry warczy, przyciagjąc mnie do siebie. Wchodzimy do jakiegoś z pokoi. Dlaczego tu są pokoje? Przecież to jest klub! Cóż, może to jednocześnie hotel?  W pokoju panuje półmrok. Są tu ciemne żaluzje, sięgające aż do ziemi, duże, okna, a na środku pomieszczenia znajduje się czarny, puszysty dywan, a na nim łóżko z białą pościelą. -Wejdź pod łóżko. Zaraz wracam. – Nakazuje i bierze głęboki wdech. Nabiegaliśmy się trochę. Nie chcę tu zostać sama! Nie myślę, kiedy wypowiadam jego imię.
-Harry. – Chłopak zatrzymuje się w drzwiach i patrz na mnie
-Nellie, zaraz wracam. – Mówi głosem, nieznoszącym sprzeciwu
Wchodzę posłusznie pod łóżku. Śmierdzi tu jeszcze gorzej. Czekam i czekam. Czas wlecze się nieubłagalnie, a moje ręce drżą. Znowu.
-Rozbieraj się. – Słyszę głos Harry’ego. Co? Nie będę się przy nim rozbierać! Czego on oczekuje?  Patrzę w stronę, z której dochodzi dźwięk i widzę dwie pary butów. Kto tam jeszcze jest? Wnioskuję, że jakaś dziewczyna, ponieważ są tam czerwone szpilki.
-Nellie, masz się nie odzywać pod żadnym pozorem. – Harry mówi i słyszę, że kładzie się na łóżku.Na szczęście zdanie ''rozbieraj się'' nie było do mnie. Kamień spadł mi z serca.
-Chodź tu, Tina. –CO? Tina?! Po co mu tam Tina?
-Już! – Dziewczyna piszczy i wskakuje na łóżko, po czym chichocze. Nie rozumiem, dlaczego mam się nie odzywać. Znaczy, to akurat rozumiem, ale co oni tam na górze będą robić?
-Idą chyba – Tina szepcze i zaczyna jęczeć. Dlaczego ona jęczy?! Przestań jęczeć!  Chcę wyjść spod łóżka, ale słyszę kroki na korytarzu. Harry wzdycha głęboko. To nie brzmi, jakby udawali. Może na prawdę współżyją? Ale dlaczego? Po co? Chcą mi pokazać, że bardzo mnie nienawidzą i chcą udowodnić, że mogą zepsuć ten wieczór? No, to mogę otwarcie powiedzieć, że im sie udało. Co chwilę słyszę jęki i skrzypienie łóżka. Bardzo chcę stąd wyjść, ale wiem, że na korytarzu jest policja, która prawdopodobnie mnie szuka. Nagle słszę, że drzwi się otwierają. Odwracam głowę w tamtą stronę i widzę trzy pary butów. Jestem przerażona. Zamieram w bezruchu.
-Kurwa! – Harry wrzeszczy i podnosi się z łóżka. Policjanci wychodzą bez słowa. Co to miało być? O co chodziło? Nic nie rozumiem. Dlaczego ci faceci nic nie powiedzieli Harry’emu? Dlaczego Harry i Tina  ... współżyli?
-Nellie, możesz wyjść – Wychodzę spod łóżka, a Tinie opada szczęka. Oboje są przykryci przyścieradłem. Są nadzy. Chcę znać odpowiedzi na moje pytania odnośnie ich ‘’zabawy’’, ale nie mam odwagi zapytać. Tina ciągle wpatruje się we mnie. Co mam zrobić?
-Wytłumaczę ci to szybko i tylko raz, więc słuchaj uważnie – Podnoszę wzrok na Harry’ego – Te pokoje są do pieprzenia. –Patrzę na niego ze zmrużonymi oczami. - To są takie pokoje seksu – Mówi wyraźnie, jakby tłumaczył dziecku. Czuję dyskomfort, ponieważ wiem,że stoją bez ubrania, a ich osłoną jest jedynie cieńkie przyścieradło – Na każdej imprezie ludzie wchodzą se do pokoi i możgą tu robić co chcą, z kim chcą i jak głośno chcą – Śmieje się  z dobory swoich słów, a ja robię obrzydzoną minę. Nic na to nie poradzę. – Tak więc nienaturalne było by siedzenie na łóżku lub robienie cokolwiek innego niż uprawianie seksu w tym pokoju. Musieliśmy udawać, bo gdyby policja tu weszła, mogłaby przeszukać pokój. A no wiesz... Skoro się pieprzyliśmy, to pewnie gliny uznały, że nie będą nam przszkadzac. Tina tu jest, bo musiałem znaleźć sobie partnerkę. – Uśmiecha się, a Tina  oblizuje usta.
-Ale dlaczego akurat nią? – Odzywam się, zanim zdążę ugryść się w język. Powiedziałam to. Na głos. Harry zaczyna się śmiać głośno, po czym  zwraca się do Tiny.
-Chyba nie daży cię sympatią – Tina odwraca się do mnie i patrzy w moje oczy z wściekłością.
-Idź stąd. Chcemy z Harry’m coś dokończyć. – Chichocze, po czym całuje go zachłannie. Odwracam się na pięcie i wychodzę z pokoju.
Boję się tu być. Może policja jeszcze nie poszła? Co mam ze sobą zrobić? Zauważam znak toalety na drugim końcu korytarza. Idę do niej.

Siadam na parapecie i po prostu zaczynam płakać. Jestem osobą bardzo wrażliwą. Dlaczego Tina jest dla mnie taka wredna? Harry z resztą nie jest lepszy. Chociaż... zrobił wszystko co w jego mocy, żeby policja mnie nie dopadła. Może jest w nim jakaś krztyna dobroci dla mnie? Boże, chcę wrócić do akademiku. Błagam. Wycieram łzy i podchodzę do lustra. Świetnie. Nigdy więcej eyelinera. Wychodzę z toalety i kieruję się na dół.
-Nellie! – Słyszę męski głos, wypowiadający moje imię.
-Tak? – Odwracam się i widzę wysokiego bruneta bez koszulki, zbliżającego się do mnie i prawdopodobnie pijanego.
-Jestem Jonathan – Podaje mi rękę. Odpowiadam tym samym gestem, a następnie wypowiadam moje imię. Pamiętam, że Louis i Paige rozmawiali o jakimś Jonathanie. – Wiem, jak się nazywasz – Chichocze.
-Skąd?
-Myślę, że wszyscy wiedzą – Puszcza do mnie oczko. – Trafiłaś do pokoju, do którego nikt inny by nie wszedł i ... Wszyscy mówią, że niezła laska z ciebie. Czerwienię się na jego słowa, po czym puszczam jego rękę.
-Dasz się zaprosić na drinka? – Uśmiecha się do mnie. Jest całkiem sympatyczny i nie tak pijany, jak myślałam, że będzie.
-Nie piję.
-Dla mnie zrobisz wyjątek – Rozgląda się po korytarzu, jakby patrzył czy ktokolwiek zwraca na niego uwagę.
-Ja..
-Taa, wolałbym jednak, abyśmy poszli do tamtego pokoju. Będzie ciszej – Znów się uśmiecha, a nieprzyjemne ciarki rozchodzą się w dół mojego kręgosłupa. Ten uśmiech nie należał do przyjaznych. Jeśli Harry mówił prawdę, tamte pokoje należą tylko i wyłącznie do... do seksu, tak więc dlaczego on chce, żebym z nim tam poszła? Nim zdążę odpowiedzieć, czuję rękę na moich ustach, po czym zostaję wepchnięta do pokoju z numerem 200. Harry był w pokoju 201.
-Jonathan, ja na prawdę nie myślę, żeby to był dobry pomysł – Jąkam się, a cała trzęsę się jak galareta. Chłopak zamyka drzwi na klucz.
-Spokojnie, Nellie. -  Siada na łóżku. – Rozgość się. Chcesz drinka?
Kręce przecząco głową.
-Przecież mówiłam, że n-nie piję.
-Jednak ci naleję – Mruczy i podaje mi szklankę z alkoholem. – Wypij. – Nakazuje. Znów kręcę głową – Powiedziałem: wypij! – Krzyczy. Niepewnie biorę łyka, po czym krzywię się na jego smak. Dlaczego to zrobiłam? Zawsze byłam stanowczą kobietą, a teraz? Po prostu się boję.  – Mocny, nie?
Potakuję.
-Mało mówisz. To nawet lepiej. Jest pewność, że nikt nas nie usłyszy. – Odpina pasek od swoich spodni. Boże, błagam. Co on chce zrobić? Chce uprawiać ze mną seks?  –Chodź tu.
-Nie.
-Więc wypij to. Do dna. – Wskazuje ręką na szklankę, która ma połowę swojej zawartości. Druga połowa jest wylana na podłogę. To przez te trzęsące się ręce.
Wypijam posłusznie napój. Skrzywiłam się, a w myślach odmawiałam setną modlitwę. Strasznie się boję. On nie ma prawa mnie skrzywdzic, czy nawet dotknąć.
-Wiesz, co chcę z tobą zrobić? – Pyta i podchodzi do mnie. Dotyka wnętrzem dłoni mojego policzka. Trzęsę się jeszcze bardziej. – Spójrz – Wskazuje na swoją erekcję, widoczną przez bokserki. Jakim cudem zdjął spodnie, że tego nie zauważyłam?!
-Bardzo mnie podniecasz... – Mruczy jeszcze, a potem w ułamku sekundy popycha mnie na ścianę i zaczaczyna całować moje usta tak zachłannie, że brakuje mi powietrza. Nigdy się tak nie całowałam. Jak mówiłam, byłam rozsądną, stanowczą kobietą. Cóż, dalej jestem.
Odpina moją sukienkę, która opada na podłogę.Wyrywam mu się i próbuję dostać się do drzwi. On łapie mnie w pasie i przyciąga do siebie, a następnie uderza w twarz. -Co ci do kurwy nędzy mówiłem?! Masz siedzeć cicho dziwko! – Wrzeszczy i rzuca mną o ziemię, kopie mnie w brzuch, po czym ciągnie moje włosy w górę.
-Proszę – Jęczę.
-Zamknij się. – Syczy i znów oderza moją twarz. Tym razem pięścią. Boże, to tak bardzo boli.
-Jeszcze raz krzykniesz, a obiecuję kurwa obiecuję, że przerżnę cię do nieprzytomności. – Warczy i przyciska swoje biodra do moich. Brzydzę się nim. Jęczy gardłowo, gdy ściąga swoje bokserki. Błagam.. Błagam! Krzyczę. Bardzo głośno. A on? On zaczyna mnie bić. Ponownie. Kopie moje nogi, brzuch, twarz. Potem znów ciągnie mnie za włosy i tak w kołko. Czuję krew na mojej twarzy.
Znów krzyczę.
-KURWA ZAMKNIJ PYSK! – Wrzeszczy i znów kopie mnie w twarz. Zakłada swoje bokserki, gdy słyszy dudniące walenie w drzwi. Otwiera je. Nie mam siły spojrzeć, kto w nich jest, ale gdy słyszę krzyk Harry’ego jestem jeszcze bardziej przybita. Pewnie będzie się śmiał .Patrzę na chłopaka, który spogląda na mnie i na Jonathana. Nie czuję swojego ciała. Widzę, jak Harry uderza w twarz ‘’gwałciciela’’ i  przyciska go do ściany. Chcę krzyknąć, żeby nie robił mu krzywdy, bo to boli, ale nie mam siły.
-Wstawaj. – Harry podchodzi do mnie. Czuję jego oddech na mojej twarzy. Jeszcze bardziej boli. Jak bym mogła, to bym wstała.
-Boże... – Szepcze gdy widzi moją twarz. Bierze mnie na ręce w sposób ślubny i zakrywa moje ciało sukienką. Tak bardzo chciałabym być teraz w domu. U taty. Zaczynam płakać. Przez ból fizyczny, ale też psychiczny.Wchodzimy do pokoju 201. Harry kładzie mnie na łóżko. Na to łóżko, na którym współżył z Tiną. Próbuję się podnieść, ale nie mogę. Boli i to bardzo. Płaczę bezsilnie.
-Zaraz wracam. Dosłownie za minutę. – Mówi do mnie i wybiega z pokoju. Dlaczego mnie tu przyniósł? Dlaczego pomógł?  Przecież mnie nie lubi. To za mało powiedziane. On mnie nienawidzi. Przecież wyzywał mnie. Nawet dzisiaj. A teraz tak nagle zabiera mnie od Jonathana i niesie na swoich rękach? Słyszę, jak wchodzi. Próbuję usiąść i tym razem mi się to udaje,ale jęczę, ponieważ ból rozchodzi się po moim całym ciele.
-Leż, dlaczego wstałaś? – Podchodzi do mnie i kuca między moimi kolanami. Mam na sobie tylko bieliznę i czuję się skrępowana. Przecież powiedział mi, że jestem gruba.
-N... Nie chciałam leżeć na – Biorę oddech. Nie mogę mówić, ale on domyślił się, o co chodzi.
-Okej, nie mów. – Wzdycha . Bierze szmatę i dotyka mojej twarzy. Wzdrygam się. Piecze. – Zajebie tego chuja. – Mówi, a ja ocieram łzy. Boli jak cholera. –Nie trzęś się. – Patrzy na mnie z dołu spojrzeniem, którego nie rozumiem. Jest w nim trochę zrozumienia,współczucia, złości.
-Boli – Szepczę i zaczynam trząść się jeszcze bardziej.
-Kurwa zajebię go! – Harry wstaje i wychodzi z pokoju. Co mam zrobić? Nie wiem, więc siedzę i patrzę się w przestrzeń. Ten pokój jest dziwniejszy, niż myślałam. Jest tu fortepian, gitara, regał z książkami i jakimiś nutami. Dlaczego w pokoju do seksu jest fortepian? I gitara? Słyszę, jak ktoś wchodzi do pokoju, więc odwracam się w stronę drzwi. Ciągle się trzęsę.
-Nellie! – Paige krzyczy, podchodzi do mnie i obejmuje mnie ramieniem. Jęczę z bólu, a ona od razu odrywa się ode mnie.  Niall i Louis podchodzą do mnie.
-Kto jej to zrobił? – Pyta Louis
-A jak kurwa myślisz? – Harry wrzeszczy. Jest zły? Jasne, że jest zły! Martwi się o mnie? Nie, to nie możliwe. On się nie martwi, a szczególnie o mnie.
-Harry, spokojnie. Przecież była umowa. – Niall próbuje złagodzić sytuacje, a ja szlocham. Paige ucisza mnie przytulając lekko do siebie. Boję się być tutaj. Boję się, że Jonathan tu wejdzie. Chcę być u taty. Boli mnie. Łzy ciurkiem spływają po mojej twarzy. Nie przejmuję się już tym, że jestem w samej bieliźnie przed kilkoma chłopakami, zbyt bardzo jestem zajęta stukającym pulsem w mojej głowie.
-Do jasnej cholery Niall! Myślisz, że on będzie się trzymał jakiejś pierdolonej umowy?! – Mój ‘’wybawca’’ po raz kolejny wrzeszczy. Louis bierze go za ramię i obaj wychodzą z pokoju, słyszę krzyki na korytarzu.
-Chcę do domu – Mówię im cicho. Niall patrzy chwilę na mnie, ale od razu podaje mi sukienkę.  Widzę ... nic. Nic nie widzę. Mam ciemno przed oczami.
-Pomóż jej się ubrać, czekam na zewnątrz. – Zwraca się do Paige.

 ***
Hey ;) Mam nadzieję, że rozdział jest zrozumiały ...Jeśli nie, to przepraszam ;c

Nie wiem, kiedy będzie kolejny. :) x ~Muerte

6 komentarzy:

  1. Własnie przeczytałam cały blog. Wciągnęła się. Piszesz bardzo fajnie. tak... lekko.
    Trochę wkurwia mnie Harry. Jest taki wredny dla Nellie. Ale dobrze, że ją uratował.
    Mam nadzieje, że rzeczywiście zabije Jonathan'a.
    Czekam z niecierpliwością na next. W wolnej chwili zapraszam do mnie :
    http://desires-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam ten Blog! Jest genialny! Pisz dalej ;****

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero nadrobiłam wszystkie rozdziały i jest świetny :) Podoba mi się ta historia, którą wymyśliłaś i zapowiada sie coś naprawdę fajnego :) dodaje do zakładek i na pewno jeszcze tu zajrzę x:)
    ps. jeśli mas ochotę i lubisz czytać ff to zapraszam na ocenienie mojego http://teensdirtbag.blogspot.com/
    dopiero pierwszy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a i jeszcze jedno śliczny wygląd bloga <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdzial <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Bosh !
    ja po prostu się uzależniłam no ;D
    kocham <3<3<3

    OdpowiedzUsuń